Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaz Somers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chaz Somers. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lipca 2014

Rozdział 11

            Po moim dziwnym ataku Justin usiadł obok mnie i objął mnie opiekuńczo ramieniem. Byłam mu wdzięczna, że jest teraz przy mnie.
            − Kochanie nie martw się wszystko będzie dobrze. – Powiedział mój chłopak.
            − Justin nie rozumiesz, że tak się dzieje tylko wtedy, gdy jestem już naprawdę mocno wściekła i już nie umiem poradzić sobie z emocjami. A Federico naprawdę mocno mnie wytrącił z równowagi. – Powiedziałam wtulając się w ciało Jusa.
            Mój chłopak tajemniczo się uśmiechnął i przyciągnął mnie bliżej siebie, po czym lekko pocałował mnie w czubek głowy.
            Niedługo później wstałam z kanapy i poszłam na dół, gdzie miałam swoją własną siłownie fitness. Zaczęłam od rozgrzewki w postaci zumby i później przeszłam do ćwiczeń na bieżni.
            Wtedy zauważyłam, że ktoś schodzi do mnie. Kilka sekund później ujrzałam Justina i szeroko uśmiechnęłam się na jego widok.
            Chłopak odwzajemnił uśmiech i podszedł do mnie, po czym lekko musnął moje usta w słodkim i delikatnym pocałunku.
            − Długo jeszcze będziesz ćwiczyć, bo chciałem Cię zabrać w pewne miejsce? – Powiedział ze słodkim uśmiechem mój ukochany.
            − Właśnie miałam kończyć. – Odparłam z uśmiechem, po czym zeszłam z bieżni i podeszłam do swojego chłopaka łapiąc go przy tym za rękę.
            Poszliśmy najpierw do mnie do pokoju, abym mogła się przebrać. Ubrałam krótką sięgającą połowy uda białą sukienkę bez ramiączek z różowym tiulem na prawym boku, który tworzył lekki rękaw. Sukienka miała biały pasek z różowymi cekinami pod piersiami. Do tego założyłam różowe buty na wysokiej szpilce z odkrytymi palcami w białe kwiaty. Ubrałam złoty łańcuszek z serem oraz bransoletkę z tym samym motywem, a włosy zostawiłam rozpuszczone.
            Gdy wyszłam z łazienki mój chłopak stał w moim pokoju i szeroko uśmiechnął się na mój widok.
            Justin wyciągnął ręce w moim kierunku, na co od razu wtuliłam się w jego ciało. Mój chłopak zaproponował spacer po mieście, więc od razu się zgodziłam. Złapałam jego dłoń i wyszliśmy z domu.
            Długo chodziliśmy ulicami Atlanty trzymając się za ręce. W pewnym momencie Justin wszedł do biura podróży, a mi kazał poczekać na zewnątrz.
            Niedługo później wyszedł z uśmiechem na twarzy i przyciągnął mnie do siebie muskając lekko moje usta.
            − Za trzy dni jedziemy na wakacje. – Odparł tajemniczym tonem z uśmiechem na twarzy.
            Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Mój chłopak czytał mi w myślach. Naprawdę potrzebowałam odpoczynku od tego zgiełku uciążliwej pracy władczyni upadłych aniołów. Justin miał rację potrzebowałam odpoczynku.
            Wróciliśmy do domu, ale Justin ani słowem nie powiedział nic na temat naszego wyjazdu. Robił z tego tajemnicę. Nawet nie wiedziałam, jakie ubrania mam spakować na wyjazd.
            Ryan i Chaz opuścili mój dom zaraz po Federico, bo kazałam im wracać do Jareda. Wiedziałam, że teraz sama poradzę sobie z Bieberem.
            Byliśmy sami, więc mój chłopak postanowił wykorzystać okazję. Włączyliśmy film na DVD, a ja poszłam zrobić popcorn.
            My, jako anioły nie potrzebowaliśmy ludzkiego pożywienia, ale po prostu w niektórych sytuacjach było to nam potrzebne. Tak jak na przykład nie potrafiłam wyobrazić sobie oglądania filmu bez popcornu bądź topienia smutków, czy rannej porcji gorącej czekolady z dużą ilością bitej śmietany.
            Po chwili wróciłam do salonu z miską pełną popcornu i usiadłam obok Justina. Przez chwilę oglądaliśmy film w spokoju jedząc prażoną kukurydzę, ale po chwili zaczęliśmy popcornowi wojnę. Popcorn latał po całym salonie, a my mieliśmy go pełno pod ubraniem.
            Towarzyszyło nam wiele śmiechu. Chwilę później przytuliłam się do swojego chłopaka i musnęłam lekko jego wargi, na co Jus wpił się w moje usta z namiętnym pocałunkiem.
            Bieber położył mnie przez długość kanapy nie przestając mnie ani na chwilę całować.
            Wiedziałam, co mu chodzi po głowie, więc odsunęłam go lekko od siebie i spojrzałam z powagą w jego piękne oczy.
            − Justin nie. – Powiedziałam poważnym tonem i w tej samej chwili zniknęłam z salonu.
            Poleciałam do swojego pokoju zamykając za sobą drzwi. Usiadłam na parapecie swojego okna i zaczęłam płakać. Po chwili ktoś wszedł do mojego pokoju.

~ Justin ~

            Cóż tego się nie spodziewałem. Emilia była wspaniałą dziewczyną i naprawdę nią kochałem.
            Oglądaliśmy właśnie film, a chwilę później leżeliśmy już na kanapie i namiętnie się całowaliśmy. W pewnym momencie upadła anielica odepchnęła mnie od siebie i zniknęła.
            Wiedziałem, że może być tylko w dwóch miejscach. Postanowiłem się najpierw udać do jej pokoju.
            Miałem rację Em siedziała na parapecie i płakała. Chwila, co? Ona płakała!? Ale dlaczego? Czy to przeze mnie? Podszedłem do dziewczyny i objąłem nią czule ramieniem pozwalając w ten sposób dziewczynie płakać w swoją koszulkę, na co ona od razu wtuliła się w moje ciało.
            − Kochanie powiesz mi, co się stało? Co zrobiłem nie tak? – Spytałem łagodnym tonem, gdy czułem, że Emi się uspokaja.
            Dziewczyna odsunęła się lekko ode mnie ocierając oczy od płaczu, po czym wciągnęła głośno powietrze w płuca i powoli je wypuściła.
            − Justin po prostu ja tak nie mogę. Pamiętaj, że ja uradziłam się w innej epoce i żyję trochę innymi regułami, dlatego proszę nie nalegaj w tym temacie, co działo się w salonie. – Powiedziała przez płacz moje księżniczka.
            A więc to o to jej chodziło. Przecież mogła mi od razu powiedzieć, że nie jest na to gotowa. Otarłem kciukiem jej łzy i ucałowałem w czubek głowy.
            − Kochanie rozumiem, że nie jesteś jeszcze gotowa, dlatego będę grzecznie czekał tak długo, jak będzie to konieczne. – Powiedziałem czule.
            Moja księżniczka zaczęła przecząco kręcić głową. Czyżbym nadal czegoś nie rozumiał?
Po przeczytaniu skomentuj

Co Emi powie jeszcze Justinowi?
Jaki jest jeszcze powód tego, że Emilia nie chce się zbliżyć do Justina?
Czy aby na pewno to tylko chodzi o inną epokę?
Gdzie Justin zabierze swoją dziewczynę na wakacje?
Co stanie się na tych wakacjach?


Życzę miłego czytania :)

piątek, 11 lipca 2014

Rozdział 10


~ Justin ~

            Gdy usłyszałem słowa Federico, że chce, żeby moja dziewczyna do niego wróciła coś się we mnie zagotowało. Myślałem, że chyba roztrzaskam go o ścianę. Na szczęście moja upadła anielica siedziała na moich kolanach i mnie przytulała. Chwilę później mocą własnego umysłu wypchnęła go z pokoju.
            Znów zostaliśmy sami i Emilia wróciła do tego, co tak bezczelnie nam przerwano, czyli do naszych pocałunków. Przeniosłem nią na łóżko, gdzie oboje się położyliśmy. Przytuliłem mocno do siebie dziewczynę. Emi oparła swoją głowę o moją klatkę piersiową i rysowała na niej dłonią różne wzory.
            Nagle podniosła się na łokciach i szeroko uśmiechnęła się do mnie. Boże, jak mogłem być taki głupi i nienawidzić tej słodkiej dziewczyny. Przecież każdy ma czasem gorszy dzień i nie ma, co się dziwić, że mojej ukochanej przydarza się to często skoro jest jedyną dziewczyną w naszym świcie a do tego musi wszystkiego pilnować.
            − Justin koniec tego dobrego leżenia w łóżku. Muszę iść na dół pogadać z chłopakami a później idę ćwiczyć. – Powiedziała z uśmiechem Emilia.
            − Mogę z Tobą? – Spytałem z uśmiechem.
            Moja dziewczyna skinęła głową i lekko musnęła moje usta, po czym zniknęła za wielkimi czarnymi drzwiami. Chwilę później wróciła w czarnych krótkich spodenkach, które niewiele zasłaniały oraz czerwonej obcisłej bokserce. Chwyciła moją dłoń i uśmiechnęła się lekko do mnie. Pomogła mi wstać z łóżka i skierowaliśmy się na dół.
            Wszyscy spojrzeli na nas zaskoczeni, lecz my się tym nie przejęliśmy. Emi przytuliła się do mojego boku, a ja objąłem nią czule ramieniem i pocałowałem w czółko.
            − Widzę, że już się pogodziliście. – Zaśmiał się Chaz.
            Emilia spiorunowała go wzrokiem, na co ten od razu się uspokoił. Usiedliśmy na kanapie, jednak w tym samym momencie do salonu wszedł Federico.
            Kurwa, co ten kretyn tutaj jeszcze robi? Myślałem, że Emi dała mu jasno do zrozumienia, że ma sobie stąd pójść. Nagle uświadomiłem sobie, że Emi ciągle czyta mnie za rękę.
            − Justin siedź spokojnie. – Powiedziała moja ukochana mocniej ściskając moją dłoń.
            Wiedziałem, że widziała przyszłość, a ja miałem wielką ochotę z inaczej porozmawiać.
            − A Ty Federico wynoś się z mojego domu. Zrozum my już nigdy nie będziemy razem. – Wykrzyczała w jego stronę.
            Twarz mojej dziewczyny stężała. Jej dłonie się zacisnęły, przez co zaczęła mi wbijać paznokcie w rękę. Nagle na swoich plecach poczułem otwierające się skrzydła mojej dziewczyny, po czym Emilia zaczęła unosić się w powietrze puszczając moją dłoń. Oczy Em zrobiły się czarne i całkowicie zamglone.
            Boże pierwszy raz widziałem nią w takim stanie. Chaz i Ryan byli spięci i odciągnęli mnie od dziewczyny. Byłem przerażony tym, co działo się z moją dziewczyną. Jednak bardziej przestraszyłem się później. Z jej ust wydobył się przerażający zachrypnięty głos na pewno, który z całą pewnością nie należał do mojej Emilii.
            − Wynoś się stąd. Nie pokazuj mi się więcej na oczy, bo inaczej będę twoim największym zmartwieniem przez resztę wieczności. – Wysyczała moja ukochana tym przerażającym głosem.
            Zaraz po tej wypowiedzi opadła nieprzytomna na kanapę. Federico uciekł w popłochu a ja podbiegłem do swojej dziewczyny i delikatnie odgarniałem jej włosy z twarzy.
            Emilia zaczęła odzyskiwać przytomność. Kilkakrotnie zamrugała oczami, po czym skrzywiła się i zaczęła kaszleć.

~ Emilia ~

            Obudziłam się w salonie nie do końca pamiętając, co się właściwie stało. Zamrugałam kilka krotnie powiekami, po czym się skrzywiłam i zaczęłam kaszleć. Kurwa znów ten posmak wanilii w ustach. Przez sto pięćdziesiąt lat bycia upadłym aniołem tylko trzy razy to przeżyłam.
            − Chłopaki tylko nie mówcie, że znów to zrobiłam. Drugi raz w ciągu piętnastu lat. To za dużo. Wcześniej zdarzyło mi się to tylko dwa razy, a odkąd przeprowadziłam się do Atlanty to zdarza mi się dużo częściej. – Powiedziałam załamana.
            Justin usiadł obok mnie i objął mnie opiekuńczo ramieniem.
Po przeczytaniu skomentuj

Co powoduje takie dziwne stany Emilii?
Co Justin i Emilia zrobią, aby zapobiec jej dziwnym napadom?
Czy Federico po tym, co zobaczył wróci do domu Emilii?

Życzę miłego czytania :)

niedziela, 6 lipca 2014

Rozdział 8


~ Emilia ~

            Rano wstałem uśmiechnięta. Weszłam do łazienki i wzięłam gorący prysznic. Owinięta w ręcznik wróciłam do swojego pokoju. Tam założyłam czarną bieliznę, dopasowaną miniówkę w panterkę, obcisłą bluzkę bez ramiączek oraz szpilki w panterkę.
            Włosy spięłam w luźnego koka i zrobiłam sobie delikatny makijaż. Nie mogłam przestać myśleć o wczorajszym wieczorze.
            W jednej chwili Justin zawładnął wszystkimi moimi myślami. Jeszcze nigdy nikomu nie powiedziałam tyle o sobie, ile Bieber dowiedział się w ciągu jednego wieczoru.
            Wyszłam ze swojego pokoju i skierowałam się do kuchni. Przechodząc przez salon napotkałam tam Chaza, Ryana i Justina siedzących przed telewizorem.
            − Chaz, Jared opuścił już Atlantę? – Spytałam poważnym tonem.
            − Tak, ale mam złą wiadomość. – Powiedział spuszczając wzrok w dół.
            − Somers gadaj, co się stało. – Powiedziałam wściekłym tonem.
            Nie lubiłam, gdy moi podopieczni zachowywali się w ten sposób. Od razu podnosili mi ciśnienie.
            − Federico będzie za dwie godziny, bo ma do Ciebie sprawę. – Powiedział ze skruchą w głosie.
            Kurwa, czego ten palant może chcieć. Weszłam do kuchni i zaczęłam robić sobie gorącą czekoladę.
            Nagle poczułam obecność Justina w pomieszczeniu, na co szeroko się uśmiechnęłam.
            − Wiedziałam, że tu przyjdziesz. – Powiedziałam z uśmiechem, po czym podałam mu drugi kubek z gorącą czekoladą i bitą śmietaną.
            − Skąd o tym wiedziałaś? – Spytał zdziwiony.
            Zaśmiałam się cicho i podeszłam bliżej upadłego anioła przejeżdżając dłonią po jego ramieniu.
            − Kotku ja widzę przyszłość. – Wyszeptałam mu do ucha i pobiegłam do swojego pokoju.
            Lubiłam mu w ten sposób uciekać i zostawiać go samego z myślami. Zabrałam wcześniej swoją gorącą czekoladę i usiadłam na parapecie w oknie swojego pokoju.
            Kilka minut później usłyszałam pukanie do drzwi. Nie musiałam wstawać i otwierać drzwi, aby wiedzieć, kto przyszedł.
            − Wejdź Justin. – Powiedziałam pogodnie.
            Upadły anioł wszedł do mojego pokoju z kubkiem swojej gorącej czekolady i stanął tuż przy mnie.
            − Emilia powiedz mi do cholery, czemu ciągle uciekasz, gdy zaczynamy się do siebie zbliżać? Zrozum zaczynam wariować z twojego powodu. Jesteś wyjątkową anielicą, ale nie rozumiem, czemu zamykasz się w szklanym kloszu i nie pozwalasz nikomu się do siebie zbliżyć. – Powiedział Justin z miną nie do odgadnięcia.
            Odwróciłam od niego wzrok i spojrzałam przez okno na swój ogród i poczułam, jak łzy zbierają się w moich oczach.
            − Powiem Ci później, ale najpierw mi powiedz, jak Ci czekolada smakuje? – Powiedziałam starając się przybrać, jak najbardziej pogodny ton głosu.
            − Jest wspaniała tak, jak Ty. – Powiedział zakładając kosmyk moich włosów za ucho.
            Zaśmiałam się cicho i spojrzałam w jego czekoladowe tęczówki, po czym pociągnęłam go za rękę, aby również usiadł na parapecie.
            − Miałam sto pięćdziesiąt lat, aby dopracować ten przepis. A jeśli chodzi o twoje pytanie to po prostu boję się do kogoś zbliżyć po tym, co zrobili Federico i Jared. – Powiedziałam znów uciekając przed nim wzrokiem.
            − Czy ten Federico, co się dziś ma tutaj zjawić to ten sam, o którym mi opowiadałaś? – Spytał delikatnym tonem, który pierwszy raz słyszałam w jego głosie.
            Skinęłam lekko głową i rozpłakałam się na dobre. Chłopak przyciągnął mnie bliżej siebie i objął mnie opiekuńczo ramieniem.
            − Em przepraszam. Wiem, że od początku zachowywałem się, jak ostatni dupek, ale z każdą chwilą, gdy zaczynam Cię bardziej poznawać zakochuję się w Tobie. Emilia nie mam pojęcia, co ze mną zrobiłaś, ale naprawdę zależy mi na Tobie. – Powiedział Justin czule patrząc w moje oczy.
            W tej chwili jego piękne oczy koloru mlecznej czekolady zaczęły słodko błyszczeć. Nie spodziewałam się po nim takiego wyznania.
            W ostatnim czasie miałam duże wrażenie, że ten chłopak mnie nienawidzi, a ten w tym czasie mówi, że mnie kocha.
            Chwilę później poczułam jego słodkie pulchne malinowe usta na swoich. Jego pocałunki były takie słodkie i delikatne. Od razu zaczęłam odwzajemniać jego słodkie pocałunki.
            Justin przyciągnął mnie mocniej do siebie, a ja usiadłam na jego kolanach.
            − Też chyba zakochałam się w Tobie. – Wyszeptałam mu do ucha między pocałunkami.
            − Emi zgodzisz się zostać moją dziewczyną? – Spytał łagodnie.
            W odpowiedzi mocniej przytuliłam się do niego i lekko musnęłam jego usta.
            Niestety tą wspaniałą chwilę przerwał nieproszony gość w moim pokoju, którym był Federico.
            − Kurwa nie słyszałeś, że się puka? – Wysyczałam w jego stronę siedząc tyłem do niego.
            − Widzę, że już znalazłaś pocieszenie w ramionach innego. – Usłyszałam szyderczy głęboki zachrypnięty męski głos, który kilkaset lat temu powodował u mnie ciarki.
            Dziś ten głos wywoływał u mnie odruch wymiotny. Nie mogłam na niego patrzeć. Gdy był w pobliżu robiło mi się niedobrze.
            − Jeśli myślisz, że po tym wszystkim do Ciebie wrócę to jesteś w wielkim błędzie. Pięćset lat żyłam bez Ciebie i było mi z tym dobrze. Lepiej mów szybko, jaką masz do mnie sprawę i zejdź mi z oczu. – Powiedziałam nadal siedząc do niego tyłem.
Po przeczytaniu skomentuj

Jaką Federico ma sprawę do Emilii?
Jak Justin zachowa się, gdy usłyszy to, co Federico powie Emilii?
Emilia dobrze zrobiła zbliżając się do swojego podopiecznego?

Życzę miłego czytania :)

czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 5

~ Justin ~

            Siedziałem w swoim nowym pokoju i rozmawiałem z chłopakami przez dobre dwie godziny.
            Nagle zjawiła się Emilia. Kurwa, czego ona jeszcze chce ode mnie. Nie dość, że wyrwała mnie z mojego domu w LA to jeszcze teraz tutaj przyłazi. Czy ona nigdy mi nie da spokoju? Jednak muszę przyznać wiedziała, jak się ubrać, żeby pobudzić moje zmysły, co nie zmienia faktu, że jestem na nią wściekły.

~ Emilia ~

            Ćwiczyłam zumbę przez dobre półtorej godziny. Później poszłam do swojego pokoju i wyjęłam z szafy czyste ubrania, po czym poszłam pod prysznic.
            Po wyjściu założyłam na siebie czarną dopasowaną spodniczkę sięgającą połowy uda oraz czerwoną obcisłą bluzkę na ramiączkach. Do tego ubrałam czarno-czerwone baleriny i poszłam do pokoju Justina.
            Chłopak siedział razem z Chazem i Ryanem. Przyjaciele Biebera zmieszali się na mój widok.
            − Chaz i Ryan idźcie na dół i przekażcie Jaredowi, że zrobił wszystko, co do niego należało i niech mi się nie pokazuje na oczy do następnego mojego wezwania. A Was jeszcze będę potrzebowała tuta w Atlancie. A teraz zostawcie mnie samą z Justinem. – Powiedziałam poważnym tonem.
            − Kurwa nie będziesz za nich decydować, co mają robić. Nie jesteś żadną władczynią tego świata i nie masz prawa za nich decydować. – Krzyczał Bieber w moją stronę
            Ryan i Chaz spojrzeli na mnie przestraszeni, ale ja się tylko do nich łagodnie uśmiechnęłam, po czym obaj opuścili pokój.
            Sama podeszłam do drzwi i zamknęłam je na klucz. Stając przed nim z założonymi na piersi rękoma.
            − Po pierwsze Bieber nie będziesz się tak do mnie zwracał. Po drugie uwierz mam w tym świcie najwięcej do powiedzenia, bo to ja rządzę światem upadłych aniołów i pilnuję w nim porządku. Po trzecie skarbie musimy chyba coś wyjaśnić. – Powiedziałam ze sztucznym uśmiechem na twarzy i usiadłam na jego łóżku twarzą do niego.
            − Nic nie będziemy sobie wyjaśniać. Wypierdalaj stąd! Rujnujesz moje życie! – Krzyczał Bieber, a ja głośno się zaśmiałam.
            Podeszłam bliżej niego i przeczesałam dłonią jego postawione na żelu włosy, po czym złapałam go za rękę.

Flashback

            Justin stoi na dachu mojego domu i rozkłada swoje piękne nowe czarne skrzydła. Pogoda wokół jest bardzo piękna, świeci słońce, ptaki śpiewają na drzewach. W pewnym momencie błyskawica zostaje wystrzelona z jego dłoni i przecina bezchmurne niebo. Każdy normalny człowiek powie, że to niemożliwe, a jednak.

End Flashback

            Po wizji, jak zwykle oblizałam swoje usta i szeroko się uśmiechnęłam. Tak ten chłopak ma niewątpliwie wspaniały dar.
            − Nie dotykaj mnie nigdy więcej! – Wykrzyczał Bieber.
            Zaśmiałam się z jego reakcji i usiadłam znów na swoi poprzednim miejscu.
            − Szkoda skarbie, bo sądziłam, że taki dar, jak twój trzeba rozwijać. – Powiedziałam pogodnie.
            Wiedziałam, że go zaintryguje tymi słowami, bo sam jeszcze nie odkrył swojego daru. Ja poza tym, że widziałam wspomnienia różnych osób potrafiłam w ten sam sposób wyczytać jego przyszłość.
            − Kurwa, jaki dar? Tyle czasu go szukałem i nie mogłem go znaleźć. To jest tylko bajka, dla dzieci. Upadli Aniołowie nie mają żadnych specjalnych darów. – Powiedział zrezygnowany.

            − Ja wiem, że jednak go masz. Jeśli chcesz się przekonać będziesz musiał pójść ze mną. – Powiedziałam wyciągając do niego rękę.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj

Czy Justin pójdzie z Emilią?
Czy odkryje swoją magiczną zdolność?
Co spowoduje, że zmieni swoje nastawienie do Emilii?

Życzę miłego czytania :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 4


~ Justin ~

            Boże, ale ta Emilia jest wkurwiająca. Ona myśli, że jest panią tego świata? Dobra może na początku mi zaimponowała, bo nie ukrywajmy dzięki niej w końcu moje rany przestały boleć i wyrosły mi już nowe skrzydła, lecz teraz zaczynam jej nienawidzić.
            Ale kurwa ja się pytam, kto dał jej prawa do decydowania o moim życiu? Jak ona mogła tak po prostu wejść do mojego domu i wygonić z niego moją dziewczynę?
            Kurwa, co ona sobie myśli? I jeszcze ta akcja z moim menago. Od kiedy on jest aniołem i dlaczego robi wszystko, co ta zdzira Emilia powie?
            I o co jej chodziło z tym, że kilku mi bliskich ludzi pracuje dla niej. Kurwa, kto jeszcze z mojego otoczenia okaże się aniołem?
             Mało tego teraz jeszcze każe mi opuścić mój dom i lecieć gdzieś z nią. Skończyłem się pakować, a upadła anielica przyszła do mojego pokoju. Choć muszę przyznać w tej długiej obcisłej sukience wygląda całkiem seksownie. Jednak to nie daje jej prawa nazywać mnie swoim skarbem, czy kochaniem.

~ Emilia ~

            Weszłam do pokoju Justina. Chłopak ma szczęście, że jest już spakowany. Podeszłam do niego i jednym ruchem ręki przesłałam cały jego bagaż do swojego domu w Atlancie.
            − A teraz skarbie lecisz ze mną. – Powiedziałam patrząc złowrogo w jego czekoladowe oczy.
            Chłopak bez gadania, ale z wielkim ociąganiem się ruszył za mną do Atlanty. Po niedługim czasie byliśmy na miejscu. W domu czekali już na mnie przyjaciele Justina, którzy pracowali dla mnie, a mianowicie Ryan Butler i Chaz Somers, którzy byli upadłymi aniołami od piętnastu lat. Razem z nimi zjawił się upadły anioł, który przez ostatnie lata robił za kuzyna Justina, mianowicie Jared Marion. Mimo że od kilkudziesięciu lat pracował dla mnie to nadal go nie lubiłam i miałam do niego wielki żal.
            − Witaj piękna. – Powiedział Jared z uśmiechem przychodząc do mnie i mnie przytulając.
            − Jared spadaj, jak najdalej ode mnie, jeśli nie chcesz znów przeżyć swojej śmierci. Poza tym lepiej mi powiedz, jak się moi chłopcy zachowywali w Kanadzie. A Ty Ryan z Chazem zaprowadźcie Biebera do jego nowego pokoju i oprowadźcie go po domu. – Powiedziałam poważnym tonem.
            Gdy Jared zastanawiał się nad odpowiedzią zwróciłam się do Christiana, który stał na baczność przy drzwiach do ogrodu i spoglądał na zewnątrz.
            − Beadles dobrze się spisałeś podczas zadania w LA, dlatego dostajesz wolne na dwa tygodnie i możesz odwiedzić rodzinę. Tylko pamiętaj o zasadach i o tym, że w razie potrzeby jesteś pod telefonem cały czas. – Powiedziałam.
            Nie myślcie sobie, że jestem aż taka zła. Po prostu chłopcy muszą wiedzieć, że nie wolno ze mną zadzierać, ale potrafię też być wyrozumiała i dobroduszna, a każde ich dobrze wykonane zadanie nagradzam.
            − Dziękuję. – Powiedział Chris kłaniając się przede mną i po chwili chłopak ulotnił się z mojego domu.
            A ja wróciłam do rozmowy z Jadrem. W każdym miejscu na ziemi miałam kogoś, kto będzie pilnował reszty upadłych aniołów. W Stratford był to akurat Jared.
            − Chłopcy są bardzo grzeczni. Po twojej ostatniej interwencji, jak ich tutaj ściągnęłaś przestrzegają wszystkich zasad. – Powiedział Jader, a później na mnie spojrzał smutnym wzrokiem. – Amelia powiesz mi, dlaczego mnie tak traktujesz odkąd stałaś upadłą anielicą? – Spytał zrezygnowany.
            − Niech pomyślę. Dwudziesty czwarty czerwca 1514 rok, pamiętasz? Wenecja moja romantyczna wyprawa z Federico po kanale na gondoli, którą Ty przez swoja nieuwagę zatopiłeś, a ja przez Ciebie wtedy zakończyłam swoje życie. Miałam poślubić Federico i mieliśmy żyć szczęśliwie, ale ni Ty musiałeś się zagapić. – Wykrzyczałam mu w twarz.
            − Po pierwsze piękna to było pięćset lat temu. Po drugie ja już dawno za to wszystko odpokutowałem, ale Ty ciągle jesteś do mnie wrogo nastawiona. – Powiedział Jared.
            Nie miałam ochoty z nim dłużej rozmawiać. Postanowiłam pójść do swojego pokoju. Przebrałam się w czarne krótkie spodenki z różową gwiazdą na prawej nogawce w środku pomalowaną w panterkę. Do tego założyłam białą bokserkę i zeszłam na dół do swojej siłowni fitness, gdzie zaczęłam ćwiczyć swoje ulubione układy taneczne z zumby, które sama stworzyłam.

~ Justin ~

            Przed chwilą dotarłem do domu Emilii. Ku swojemu zaskoczeniu zastałem tam wszystkich swoich przyjaciół i mojego kuzyna. Kurwa nie mówcie mi tylko, że oni wszyscy pracują dla tej zdziry i też są upadłymi aniołami.
            Tylko ludzie ja się pytam skąd ona ma taką władzę w tym świecie? Przecież to jest no możliwe. Ona podpisała pakt z diabłem, czy co?
            Ryan i Chaz zaprowadzili mnie do mojego nowego pokoju, gdzie pomogli mi się rozpakować. Gdy wszystko miałem już wypakowane rzuciłem się na łóżko, a moi przyjaciele usiedli obok mnie.
            − Jak długo pracujecie dla tej zdziry? – Spytałem bez żadnych zbędnych wstępów.
            − Cóż z jakieś piętnaście lat już będzie. I nie mów tak o Emilii, bo jest na serio spoko, choć na początku też mieliśmy z nią takie problemy, jak Ty teraz. Stary musisz po prostu poznać kilka zasad tego świata. Lepiej mi powiedz, o co się tak zdenerwowała, że z dnia na dzień ściągnęła nas tutaj wszystkich. – Powiedział Ryan.
            Przeczesałem dłonią włosy i uśmiechnąłem się do chłopaków, po czym opadłem na łóżko.
            − Po prostu prawie przeleciałem Selenę Gomez, a ta nagle zjawiła się w moim domu. Skąd ona kurwa w ogóle wiedziała, co tam robię? – Powiedziałem sfrustrowany.
            Chłopcy się zaśmiali i pokręcili przecząco głowami.
            − Stary to nieźle narozrabiałeś. Od piętnastu lat nie widziałem jej tak wściekłej. Na ogół jest surowa, ale miła, a teraz lepiej się do niej nie zbliżać. A wracając do twojego pytania to przez ostatni tydzień Beadles miał za Tobą latać i pilnować, czy Twoja nowa moc się już nie ujawnia, a gdy odzyskałeś skrzydła przyleciał do Atlanty pogadać o tym z Emilią, jednak ta zauważyła, że coś stara się ukryć przed nią. Uwierz mi ona wszystko zauważy, wiec nawet nie próbuj przy niej kręcić, bo ona ma taki dar, że wyczyta wszystko z twoich wspomnień i tak samo zrobiła dziś z Christianem. I stary nie złość się na niego, bo on starał się to zataić, ale ona jak wejdzie do twojego umysłu to już niczego nie ukryjesz. – Powiedział Chaz.
            Kurwa w co ja się wpakowałem? Ciekawe ile czasu będę musiał spędzić z tą psychopatką.